Dzis wpis z Kotoru, naaaaprawde przepieknego miejsca. Dotarlismy tu poznym popoludniem i mimo, ze zdazylismy zaledwie kilka razy zgubic sie na tutejszej starowce, to juz miejsce skradlo nasze serca...
Od ostatniej aktywnosci zdazylismy pozanac Virpazar, miejsce troszke bardziej w czesci srodladowej, choc rowniez zdominowane przez zycie portowe, ryby i turystyke wodna. Miescina mala, do poznania w niecaly kwadrans i to przechodzac ja w te i z powrotem. Jednak wioska to nie wszystko, glowna atrakcja jest olbrzymie jezioro szkoderskie bedace jednoczesnie rezerwatem przyrody. Jak to w rezerwacie wodnym, jest tu masa ptactwa i ciekawej flory i fauny. Sam niewiele pasjonuje sie ptakami i ze swoim obiektywem `tele` bylem przedszkolakiem przy innych turystach, ktorzy wiciagali lufy zaczepione do aparatow, ktorych dlugosc sporo przekraczala pol metra. Moimo to ciekawie spedzilismy czas dowiadujac sie ciekawostek od naszego przewodnika. Moment na skok z burty zadaszonej lodki byl wytchnieniem od nieznosnie wciskajacych sie wszedzie promieni slonca. Na powierzchni woda zawsze wyglada tak samo, jednak swiadomosc, ze pod toba jest ponad 100metrow glebi robi swoje. Mimo, ze bylismy w gorach, to niektore czesci dna jeziora sa ponizej poziomu morza.
Wieczorkiem spacer po spokojnej okolicy i chill-out w naszej skalnej kwaterze. Tak, tak, pokoj byl wykradziony skalom i cala sciana byla po prostu surowym zimnym glazem. Dobrze, ze pogoda dopisuje, pokoj dal przyjemny chlodek i odprezenie. Dodatkowo rozpracowealismy polowe butelki gorzkiej zoladkowej przywiezionej z Polski. A co! Hehehe.
Kolejnego dnia z samego rana (czyt. okolo 11ej) pojechalismy zwiedzic Sveti Stefan. Jest to jedno z piekniejszych miejsc Czarnogory, rowniez znajdujace sie na okladce naszej edycji przewodnika Lonely Planet. Cudo. No piekne cudo. Szkoda tylko, ze na sama wysepke nie mielismy wejscia, bo to teraz hotel dla Vipow. Nic tu po turystach z plecakiem na grzbiecie. Tak wiec swiety Stefanie i katedro wniebowziecia - obejrzymy sobie was na google pics jak wrocimy do domu.... Hehhh.
No i dotarlismy tutaj, czyli wyzej wspomnianego Kotoru. Zakwaterowalismy sie w hostelu na starowce w pokoju 6 osobowym. Brac wedrowcow wlasnie raczy sie skladkowa sangria a ja szybko apdwjtuje bloga. Pozdrawiamy czytajacych i zachecamy do daleszej `wirtualnej` podrozy z nami....
Wieczorkiem spacer po spokojnej okolicy i chill-out w naszej skalnej kwaterze. Tak, tak, pokoj byl wykradziony skalom i cala sciana byla po prostu surowym zimnym glazem. Dobrze, ze pogoda dopisuje, pokoj dal przyjemny chlodek i odprezenie. Dodatkowo rozpracowealismy polowe butelki gorzkiej zoladkowej przywiezionej z Polski. A co! Hehehe.
Kolejnego dnia z samego rana (czyt. okolo 11ej) pojechalismy zwiedzic Sveti Stefan. Jest to jedno z piekniejszych miejsc Czarnogory, rowniez znajdujace sie na okladce naszej edycji przewodnika Lonely Planet. Cudo. No piekne cudo. Szkoda tylko, ze na sama wysepke nie mielismy wejscia, bo to teraz hotel dla Vipow. Nic tu po turystach z plecakiem na grzbiecie. Tak wiec swiety Stefanie i katedro wniebowziecia - obejrzymy sobie was na google pics jak wrocimy do domu.... Hehhh.
No i dotarlismy tutaj, czyli wyzej wspomnianego Kotoru. Zakwaterowalismy sie w hostelu na starowce w pokoju 6 osobowym. Brac wedrowcow wlasnie raczy sie skladkowa sangria a ja szybko apdwjtuje bloga. Pozdrawiamy czytajacych i zachecamy do daleszej `wirtualnej` podrozy z nami....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz