Bałkańskie pyszności, wino, loza (macedońska rakija) i słodkie... lenistwo !
sobota, 29 września 2012
czwartek, 27 września 2012
Kolejne dni, kolejne kilometry
Dzis wpis z Kotoru, naaaaprawde przepieknego miejsca. Dotarlismy tu poznym popoludniem i mimo, ze zdazylismy zaledwie kilka razy zgubic sie na tutejszej starowce, to juz miejsce skradlo nasze serca...
Od ostatniej aktywnosci zdazylismy pozanac Virpazar, miejsce troszke bardziej w czesci srodladowej, choc rowniez zdominowane przez zycie portowe, ryby i turystyke wodna. Miescina mala, do poznania w niecaly kwadrans i to przechodzac ja w te i z powrotem. Jednak wioska to nie wszystko, glowna atrakcja jest olbrzymie jezioro szkoderskie bedace jednoczesnie rezerwatem przyrody. Jak to w rezerwacie wodnym, jest tu masa ptactwa i ciekawej flory i fauny. Sam niewiele pasjonuje sie ptakami i ze swoim obiektywem `tele` bylem przedszkolakiem przy innych turystach, ktorzy wiciagali lufy zaczepione do aparatow, ktorych dlugosc sporo przekraczala pol metra. Moimo to ciekawie spedzilismy czas dowiadujac sie ciekawostek od naszego przewodnika. Moment na skok z burty zadaszonej lodki byl wytchnieniem od nieznosnie wciskajacych sie wszedzie promieni slonca. Na powierzchni woda zawsze wyglada tak samo, jednak swiadomosc, ze pod toba jest ponad 100metrow glebi robi swoje. Mimo, ze bylismy w gorach, to niektore czesci dna jeziora sa ponizej poziomu morza.
Wieczorkiem spacer po spokojnej okolicy i chill-out w naszej skalnej kwaterze. Tak, tak, pokoj byl wykradziony skalom i cala sciana byla po prostu surowym zimnym glazem. Dobrze, ze pogoda dopisuje, pokoj dal przyjemny chlodek i odprezenie. Dodatkowo rozpracowealismy polowe butelki gorzkiej zoladkowej przywiezionej z Polski. A co! Hehehe.
Kolejnego dnia z samego rana (czyt. okolo 11ej) pojechalismy zwiedzic Sveti Stefan. Jest to jedno z piekniejszych miejsc Czarnogory, rowniez znajdujace sie na okladce naszej edycji przewodnika Lonely Planet. Cudo. No piekne cudo. Szkoda tylko, ze na sama wysepke nie mielismy wejscia, bo to teraz hotel dla Vipow. Nic tu po turystach z plecakiem na grzbiecie. Tak wiec swiety Stefanie i katedro wniebowziecia - obejrzymy sobie was na google pics jak wrocimy do domu.... Hehhh.
No i dotarlismy tutaj, czyli wyzej wspomnianego Kotoru. Zakwaterowalismy sie w hostelu na starowce w pokoju 6 osobowym. Brac wedrowcow wlasnie raczy sie skladkowa sangria a ja szybko apdwjtuje bloga. Pozdrawiamy czytajacych i zachecamy do daleszej `wirtualnej` podrozy z nami....
Wieczorkiem spacer po spokojnej okolicy i chill-out w naszej skalnej kwaterze. Tak, tak, pokoj byl wykradziony skalom i cala sciana byla po prostu surowym zimnym glazem. Dobrze, ze pogoda dopisuje, pokoj dal przyjemny chlodek i odprezenie. Dodatkowo rozpracowealismy polowe butelki gorzkiej zoladkowej przywiezionej z Polski. A co! Hehehe.
Kolejnego dnia z samego rana (czyt. okolo 11ej) pojechalismy zwiedzic Sveti Stefan. Jest to jedno z piekniejszych miejsc Czarnogory, rowniez znajdujace sie na okladce naszej edycji przewodnika Lonely Planet. Cudo. No piekne cudo. Szkoda tylko, ze na sama wysepke nie mielismy wejscia, bo to teraz hotel dla Vipow. Nic tu po turystach z plecakiem na grzbiecie. Tak wiec swiety Stefanie i katedro wniebowziecia - obejrzymy sobie was na google pics jak wrocimy do domu.... Hehhh.
No i dotarlismy tutaj, czyli wyzej wspomnianego Kotoru. Zakwaterowalismy sie w hostelu na starowce w pokoju 6 osobowym. Brac wedrowcow wlasnie raczy sie skladkowa sangria a ja szybko apdwjtuje bloga. Pozdrawiamy czytajacych i zachecamy do daleszej `wirtualnej` podrozy z nami....
wtorek, 25 września 2012
Dorwalismy sie do kompa!!!!! No to piszemy, bo zaleglosci sie narobia...
Sam kraj odbieramy b.pozytywnie, z pewnoscia lepiej niz Albanie w zeszlym roku, choc na ocene `macedonska` jezcze nie zasluzylo ;P
Pierwsze dni spedzilismy w wiekzym gronie spotykajac sie z kolezankami - Edyta i Monika, ktore juz konczyly swoja balkanska przygode, my natomiast na poczatku swojej podrozy z checia chlonelismy wiedze i spostrzezenia - jak by tu nie powiedziec - wyjadaczek :)
Pierwszy wieczor to byly moje imieniny - coz .. wiec bylo... imieeeeniinooowooo. 4 duze butle wina, tych malych juz nie licze. Do tego obowiazkowo muszle w knajpie, smazona rybka. Monika tez zamowila rybe, tylko jakos chyba kelner nie zrozumial co miala na mysli mowiac: ribs.
Do poznego wieczora siedzielimy na plazy (nie szkodzi, ze w nocy) i napawalimy sie chwila. Wino szlo jak woda. A woda byla pelna kamieni. Dbalismy o to, zeby ich nie zabraklo wrzucajac wszystkie lezace na plazy tam gdzie ich miejsce.
Drugiego dnia trzeba bylo potrenowac nozki i kilka kilometrow po miescie zlazilismy. Stare miasto urzeka, widoki zapieraja dech w piersiach, ludzie - jak to na Balkanach przyjazni i otwarci. Udalo sie tez wykapac w cieplym Adriatyku i wygrzac dupki pod wieczor w promieniach zachodzocego slonca. W sam raz na dobry poczatek.
Sam kraj odbieramy b.pozytywnie, z pewnoscia lepiej niz Albanie w zeszlym roku, choc na ocene `macedonska` jezcze nie zasluzylo ;P
Pierwsze dni spedzilismy w wiekzym gronie spotykajac sie z kolezankami - Edyta i Monika, ktore juz konczyly swoja balkanska przygode, my natomiast na poczatku swojej podrozy z checia chlonelismy wiedze i spostrzezenia - jak by tu nie powiedziec - wyjadaczek :)
Pierwszy wieczor to byly moje imieniny - coz .. wiec bylo... imieeeeniinooowooo. 4 duze butle wina, tych malych juz nie licze. Do tego obowiazkowo muszle w knajpie, smazona rybka. Monika tez zamowila rybe, tylko jakos chyba kelner nie zrozumial co miala na mysli mowiac: ribs.
Do poznego wieczora siedzielimy na plazy (nie szkodzi, ze w nocy) i napawalimy sie chwila. Wino szlo jak woda. A woda byla pelna kamieni. Dbalismy o to, zeby ich nie zabraklo wrzucajac wszystkie lezace na plazy tam gdzie ich miejsce.
Drugiego dnia trzeba bylo potrenowac nozki i kilka kilometrow po miescie zlazilismy. Stare miasto urzeka, widoki zapieraja dech w piersiach, ludzie - jak to na Balkanach przyjazni i otwarci. Udalo sie tez wykapac w cieplym Adriatyku i wygrzac dupki pod wieczor w promieniach zachodzocego slonca. W sam raz na dobry poczatek.
Juz wczesniej widzielimy jak w porcie pod wieczor sprzedaja owoce morza prosto z polowu, oczywiscie natychmiast pomyslelismy o tym, zeby zrobic zarcie we wlasnym zakresie. Jak pomysleli tak zrobili. Trzy kilo swiezych muli, cebula, wino, bagieta, czosnek, pietruszzka, cytryny i uczta gotowa. A wygladalo to tak:
Komu w droge, temu ... Ulcinj. Dzis juz jestesmy w nowym miejscu, dotarlismy tu bezposrednio z Budvy lokalnym transportem - jakies dwie godziny kretych drog i 15 petow wyfajczonych przez kierowce, pffffffujjj. Widac, ze jestesmy blisko Albanii, Szkodra jest doslownie trzy kroki stad. Minarety, kebaby i laski okutane od stop do glow. Podobno ponad 60% ludnosci to juz Albanczycy. Jednak nie jest zle. Ludzie zaskakuja swoja przyjacielska postawa dokladnie jak dzien wczesniej. O samym miescie nie ma sie co rozpisywac, ale na uwage zasluguje lokalna knajpeczka. Kelner byl tak uprzejmie uprzejmy, ze juz momentami smieszny. Okazuje sie, ze to brat wlasciciela pelniacy role gospodarza pod jego nieobecnosc. Zmienil koszulke na nasze przyjscie i tak przpraszajac, ze nie ma stosownego uniformu. Jednak nie przeprosil, ze notesika tez nie ma - w koncu mozna zamowienie klientow zapisac na DLONI :)
Czepiac sie jednak nie ma co. Zarelko bylo pierwszorzedne. Jedlismy co? Aaaa muszeli dla odmiany, heheh. Tyle, ze tak podanych nigdy jeszcze nie widzielimy. Przepis znamy, ale nie zdradzimy. Kto chce pozdnac proszony jest do nas na degustacje lub tutaj: klik (www.facebook.com/sidro.ulqini)
Przed chwila byl zachod slonca, po drugiej stronie uliczki od naszej kafejki internetowej, za droga i spokojnym bulwarem ostatnie promyki chowaly sie za budynki starego miasta.
Jutro dalej w droge. Zmierzamy do Virpazar nad jeziorem szkoderkim. Tak po cichu liczymy na mala powtorke a`la Ochrid, ale jak bedzie naprawde okaze sie jak dotrzemy. Oczywiscie nie omieszkamy opisac tego na blogu...
Subskrybuj:
Posty (Atom)